O mnie

Na studiach pracowałam w pierwszej perfumerii, jaka powstała w moim mieście, w Szczecinie. Brałam udział we wprowadzaniu na polski rynek marek, o których istnieniu większość nie miała wtedy pojęcia: Chanel, Hugo Boss, Paloma Picasso. Do dziś z sentymentem wspominam czerwoną pomadkę Palomy Picasso, mój pierwszy firmowy kosmetyk.

Później, już po studiach, zorganizowałam od podstaw największą perfumerię dla firmy z Gdyni. Wykończyłam lokal, zatrudniłam i przeszkoliłam piętnastoosobowy zespół. Potem życie poszło w inną stronę: prawo, budowa domów, dzieci. Perfumy zostały. Dziś wracam z tym, czego przez lata nie mogłam znaleźć na rynku.

Ukończyłam kurs perfumiarstwa naturalnego zakończony certyfikatem i autorską kompozycją. Uczę się nadal aromaterapii.

Korzystam z naturalnych surowców i ze zdobyczy nauki. Jedno nie wyklucza drugiego. Dlatego sięgam po ekstrakty CO₂, absoluty i izolaty. Zapach i neurokosmetyki to moja niezmienna fascynacja; badania w tej dziedzinie śledzę na bieżąco.

Więc je zrobiłam.

Jak powstało

Przez lata pracy w perfumerii miałam dostęp do wszystkiego, od najtańszych kremów po La Mer i Sensai. Długo byłam wierna Kanebo. Potem zaczęłam czytać składy.

Jaśmin zbierany przez dzieci o czwartej rano, skupowany za grosze przez wielkie koncerny i podawany w perfumach za miliony. To budzi i będzie budziło mój sprzeciw. Gliceryna jako główny składnik kremu za fortunę. Za ceną nie szła jakość, szło opakowanie i marketing.

Przerzuciłam się na kosmetyki naturalne. Składy były uczciwe, ale coś nie grało: brak zapachu albo syntetyczny, opakowania które odbierały całą przyjemność ze stosowania. Kosmetyk, który lubisz używać, to nie fanaberia, to warunek, żebyś go w ogóle używała.

Nie od razu. Dziesiątki wersji formuły, testy na sobie, na Monice, Sylwii, Karolinie. Czytanie badań klinicznych. Konsultacje z asesorką, specjalistką od bezpieczeństwa kosmetyków, żeby mieć pewność, że to, co robię, jest nie tylko skuteczne, ale bezpieczne.

Do serum wybrałam sandałowiec papuaski CO₂, jeden z najdroższych i najwyższej jakości surowców, jakie kupiłam. Wszyscy mówili, że zwariowałam. Ale to on sprawia, że serum leży w dłoni jak koliber: ciepły, kremowy, żywy. Nie apteczny. Nie plastikowy. Tego nie zastąpi syntetyk.

Etykiety robione ręcznie. Butelki, które chronią składniki przed światłem. Materiały najlepszej jakości, bo na składzie nie oszczędzam.

Moja droga

Wierzę w badania, ale prawdziwe, kliniczne, nie te zlecane przez producenta na dwudziestu osobach, żeby wyszło „7% lepiej”. Dlatego priorytetem zawsze są składniki z udokumentowanym działaniem, jak bakuchiol, a nie cudowna cząsteczka, którą marketing wymyślił na ten sezon. Jak skóra opadła, pomoże jej zabieg, nie serum, i powiem ci to wprost.

Skóra jest najcudowniejszym organem, jaki mamy. To my ją psujemy: agresywną pielęgnacją, tysiącem kosmetyków. Czasem wystarczy jej nie przeszkadzać. Wrócić do podstaw.

Robię kosmetyki ręcznie, z czułością. Jest ich mało i będzie mało. Doszłam do etapu, w którym bardziej cenię kawę w ogrodzie, głaskanie kota i sadzenie nowych róż niż pośpiech i wyścig.

Składniki mogą się skończyć. Może być przerwa. Na tym polega prawdziwa manufaktura, a nie ogłaszanie „manufaktura”, gdy w zakładce obok czeka sprzedaż hurtowa. Tego nie zrobię.

Nie wcisnę ci drugiego kremu gratis, to żadna korzyść, to ukryty koszt w pierwszym. Moje ceny są uczciwe: za cenę markowego serum dostajesz prawie sam aktyw, nie wodę z pięknej buteleczki. Na zaniżanie nie mogę sobie pozwolić, bo zaniżanie zawsze widać w składzie.

Piwonia to początek. Pracuję nad kolejnymi, kwiatową mgłą i serum na noc, bliżej tego, co fascynuje mnie najbardziej: zapachu i tego, co robi z układem nerwowym. Kto zapisze się na premierę, dowie się pierwszy.

Skąd biorę składniki

Masła wybieram z manufaktur, które wspierają pracę kobiet. Jaśmin kupuję, zwracając uwagę, by przy zbiorze nie wykorzystywano dzieci. Oud tylko z certyfikatem plantacyjnym.

Zapachy i absoluty sprowadzam z dwóch domów. Jeden z tradycją od 1979 roku, gdzie selekcję prowadzi osobiście właściciel. Drugi z kompletem certyfikatów: ECOCERT, COSMOS Organic, USDA Organic, JAS.

To nie są hurtownie, które sprzedają olejki bez etykiety, na hektolitry.