Irys, którego w perfumach nie ma

Irys, którego w perfumach nie ma

Jeśli lubisz perfumy z irysem, mam niewygodną wiadomość. W większości z nich irysa nie ma. Jest coś, co go udaje, i udaje dobrze. Jak powąchasz prawdziwy, będziesz zaskoczona, ale nie tak, jak myślisz.

Trzy irysy

W perfumerii słowo „irys” oznacza trzy zupełnie różne rzeczy. Różnią się zapachem, ceną i tym, do czego naprawdę służą.

Jonon. Syntetyczna cząsteczka, tania, pudrowa, lekko fiołkowa. Intensywna, wybija się ponad resztę kompozycji i ludzie ją lubią, bo pachnie tak, jak wszystkim się wydaje, że pachnie irys. To on robi „irysa” w prawie każdych perfumach, które kupisz w perfumerii. Na etykiecie znajdziesz go jako alpha-isomethyl ionone, bo jest alergenem i trzeba go wypisać. (Dziwne, że masło firmy mają, ale ukrywają pod Parfum. Ja się nim puszę.)

Tynktura. Zmielone kłącze irysa zalane alkoholem i odstawione na kilka tygodni. Stara metoda, prosta i tania. Daje coś zielonego, drzewnego, trochę ziemistego. Tylko tego, za co kocha się irysa, tam prawie nie ma. Za to słowo „tynktura” świetnie brzmi w marketingu. Zwłaszcza z dopiskiem „na zamówienie”.

Masło irysowe. Kłącze leżakuje trzy lata, dopiero potem się je destyluje. Z tony kłączy wychodzi kilka kilogramów. W przeliczeniu na kilogram wychodzi około 180 tysięcy złotych, choć kilograma nie kupuje nikt. Kupuje się gramy, liczy każdą kroplę i nie wylewa resztki z pipety, tylko wyciera o rękę. Ja tak robię zawsze 😂 I to jest jedyny z tej trójki, który pachnie tak, jak pachnie irys.

Skąd się bierze

Irys do perfum to nie kwiat, tylko kłącze. Kwiat pachnie delikatnie i nic się z niego nie wyciąga. Dokupiłam irysy do ogrodu, bo fascynowały mnie zawsze (nazwa firmy na to wskazuje ;-) Uprawia się go głównie w Toskanii, na wzgórzach Chianti, i w Maroku. Kłącza wykopuje się po dwóch, trzech latach, obiera i suszy, a potem leżą kolejne dwa, trzy lata. I to jest cała tajemnica. Świeże kłącze nie pachnie irysem. Irony, czyli to, za co się płaci, powstają dopiero w czasie tego leżakowania. Nie da się tego przyspieszyć.

Kiedyś tak było

Teraz zagadam jak stara zrzęda. Kiedyś to były perfumy, bez IFRY, syntetycznych molekuł i oszczędności. Stare kompozycje z pierwszej połowy XX wieku miały prawdziwe masło irysowe w ilościach, o których dziś nikt nie marzy. Potem przyszedł jonon, tani i stabilny, i wszyscy zaczęli z niego korzystać.

Jest wyjątek i to ciekawy. Chanel od 1987 roku ma umowę z rodziną Mul, która uprawia dla nich kwiaty w Pégomas pod Grasse. Poza jaśminem i różą majową rośnie tam Iris pallida, tylko dla Chanel. Kłącza siedzą trzy lata w ziemi, potem trzy lata schną, dopiero wtedy jadą do przerobu. Sześć lat czekania na jeden składnik.

Prawdziwy irys nie jest miły

Prawdziwy irys nie jest ładny, w ładnym słowa znaczeniu. Nie jest słodki ani kwiatowy. Jest chłodny, korzenny, trochę jak pył, trochę jak drewno po deszczu. Ale jak pokazałam koleżance różne składniki, bez mówienia, co jest czym, to bez chwili wahania wskazała irysa i nie mogła się od niego oderwać. Do tego irys irysowi nierówny. Absolut o niskiej zawartości ironów pachnie czekoladą. Ciekawe, fascynujące nawet, ale nie rzuca na kolana. Dopiero masło o najwyższej zawartości ironów ma tę pudrowość, której wszyscy szukają. I ona nie wchodzi od razu. Pojawia się dopiero potem, trzeba jej szukać.

I jeszcze jedna rzecz z kuchni, o której się nie mówi. Irys jest delikatny, subtelny i drogi, więc perfumiarze od dawna dokładają do niego absolut z nasion marchwi. Ma podobne, ziemiste, lekko pudrowe tło i podbija irysa tak, że wydaje się go więcej, niż jest. Stara sztuczka rzemiosła. Ale warto wiedzieć, że jak perfumy „z irysem” pachną wyraźnie i głośno, to zwykle nie irys jest głośny.

Irys wymaga czasu, skupienia, chwili zatrzymania. W biegu to jonon można wąchać. Wiele osób, jak nie większość, poczuje się oszukana i irysa nie pokocha. Lubimy skróty, marketing nas wytresował. Ale część będzie o nim myślała i za każdym razem, używając go, przeniesie się w kadr z „Paris Paris” Catherine Deneuve i Malcolma McLarena. Jak ja. Dla mnie ta scena to kwintesencja masła irysowego.

Dwa lata

Pamiętam ten zapach jako bardzo delikatny. Nie da się go opisać, trzeba powąchać. Zdarza mi się nałożyć samo masło na rękę i wąchać. Bardzo długo za nim chodziłam, najpierw za samym surowcem, bo irys jest w różnych formach i w różnej zawartości ironów, i trzeba wiedzieć, którego się chce. A potem za tym, żeby go było słychać w perfumach. Bo irys w kompozycji ginie. Jest tak delikatny, tak mało charakterystyczny, że inne składniki go przykrywają. Dokładałam składniki i za każdym razem to one się wybijały i przyćmiewały irysa. Perfumy z irysem były moim największym wyzwaniem w Blue Irys.

Irys dwa lata mnie przeleżał. Miałam osobistego focha na niego. Straciłam serce. Tyle pieniędzy, zachwytów, a on ginął bez syntetycznych wspomagaczy. Aż wpadłam na pomysł, banalny, kiedy się go już zna. Skoro irys jest cichy, to reszta ma być jeszcze cichsza. Nic nie ma prawa wychodzić przed niego.

Powstało sześć flakonów. I nie bez powodu perfumy z irysem mają nazwę Blue Irys. Kolejne dorobię, ale tu decyduje nie mój kalendarz, tylko dostępność surowca. Masło irysowe kupuje się według zawartości ironów, czyli tego, co w nim pachnie, a ja pracuję na tym z najwyższą. O takie jest naprawdę trudno i nie zawsze da się je dostać.